Dziennik wędrowny

Praga w jeden dzień

Praga to prawdziwa perełka Europy środkowo-wschodniej, a dla niektórych nie tylko tej części naszego kontynentu. Jedni mówią, że to Paryż wschodu, inni że Paryż to Praga zachodu i tak dalej, i tak dalej.

Uwielbiamy Czechy i ich swojski luz, dlatego Praga była na naszej podróżniczej mapie już od dawna, właściwie już przed Azją.
Ze względu na ciekawą i długą historię Praga jest popularnym turystycznie miastem. Przyjeżdżają tam turyści z każdego zakątka Europy, ze świata i oczywiście CHINOLE. I pomimo, że miasto jest piękne, to często całe jego piękno przysłania tłum turystów. No cóż, każdy ma ochotę zobaczyć to miasto i nie ma się czemu dziwić. Jednak płynięcie z falą turystów odhaczających kolejne miejsca, które koniecznie musisz zobaczyć, bo tak napisali w Lonely Planet to nie dla nas. I post o tym na pewno też pojawi się na blogu. Ale na razie o Pradze, prawdziwej, lokalsowej, ciekawej i tej, która stoi gdzieś na uboczu.

Most Karola i rynek

Most Karola i rynek to najbardziej oklepane punkty Pragi i teoretycznie nie powinno ich tutaj być. Ale most Karola mostowi Karola nie równy. Zresztą sami zobaczcie.

Most Karola porównanie.

Mieliśmy to szczęście, że dojechaliśmy do Pragi chwilę po godzinie szóstej rano, więc rynek i wszystkie jego boczne uliczki były opustoszałe, a na moście Karola oprócz nas było kilku biegaczy i Czechów pędzących do pracy oraz niewielka garstka turystów. A my w spokoju mogliśmy podziwiać wschodzące nad Pragą słońce i oczywiście sam most, który w tych okolicznościach to było coś naprawdę ładnego.
Kiedy przechodziliśmy przez niego około godziny jedenastej i tłum był taki, że momentami tworzyły się zatory to już nie było tak fajnie.

Praga, most Karola.

Ściana Johna Lennona

Byliśmy też pod ścianą Johna Lennona i musimy przyznać, że jest to miejsce, które w Pradze naprawdę warto zobaczyć. Pomimo azjatyckich turystów, którzy co chwilę podjeżdżali pod ścianę, robili kilka zdjęć i znikali (to takie typowe…) to miejsce naprawdę będziemy miło wspominać. Duże wrażenie robią sentencje wypisane na ścianie, fajne jest też to, że każdy może dopisać i przekazać coś od siebie.

Wieża telewizyjna w dzielnicy Žižkov

Žižkov to zajebista dzielnica. Poza turystycznym centrum, ale jednak nadal blisko. I w sumie większość naszych praskich wojaży będzie właśnie z Žižkova. A to dlatego, że nasz hostel był w tej dzielnicy, a wyżej wspomniana wieża można powiedzieć, że stała na podwórku kamienicy, w której spaliśmy.

Wieże telewizyjną w Pradze można dostrzec z prawie każdego zakątka miasta. W sumie ciężko jej nie zobaczyć, kiedy pomiędzy pięknymi i starymi kamienicami wyłania nam się takie paskudztwo. Mamy tak, że wolimy odkryć coś, najpierw to poznać w praktyce, a dopiero później – jeśli będziemy mieć ochotę – poczytać o tym, poznać historię miejsca, w którym już byliśmy. Pozwala nam to spojrzeć na zabytek, miejsce, zjawisko bez kontekstów, na świeżo i bez wyrobionego zdania zanim to zobaczymy. Dlatego nie mieliśmy pojęcia o tym, że na Wieży Telewizyjnej Žižkov widnieją rzeźby raczkujących niemowląt, których nie widzieliśmy z daleka. Możecie sobie wyobrazić nasze zaskoczenie, gdy podeszliśmy bliżej. Staliśmy kilkanaście minut gapiąc się na brzydką, futurystyczną konstrukcję, kompletnie niepasującą do Pragi i jej starych ładnych kamieniczek, po której wspinały się niemowlęta. Było to dziwne, ciekawe i bardzo nam się spodobało. Aneta nawet stwierdziła, że dokładnie tak wyglądała jej wizja ludzkich fabryk w Nowym Wspaniałym Świecie Huxleya. I co by nie mówić i wieża i raczkujące niemowlęta zrobiły na nas ogromne wrażenie i kiedyś będziemy musieli wybrać się do Pragi śladami prac Davida Černego.

Uliczny market

Uliczny market w Pradze

Pozostając na Žižkovie natknęliśmy się na lokalny uliczny market, dokładnie taki jakie lubimy. Tak bardzo azjatycki i tak przyjemnie europejski. Owoce, warzywa, ciasta, tarty, rameny, burgery, kawy i wiele innych pyszności, no i ani jednego turysty. Mogliśmy obserwować jak wygląda życie na praskich ulicach, nie z perspektywy turystów, a wtapiając się w ludzi, którzy mieszkają tam na co dzień. Zjedliśmy ramen, który był bardziej polskim rosołem z dodatkami, a na deser kulki z matchy i poszliśmy dalej.

Beergeek

Beergeek w Pradze

Naszym, a szczególnie Adriana, kolejnym celem w Pradze było odwiedzenie jakiegoś multitapu z piwami rzemieślniczymi. Beergeek to chyba najbardziej hipsterski praski pub mający w ofercie to, czego szukaliśmy. Oferta beergeeka jest mega szeroka, mamy do wyboru trzydzieści kranów z piwami z całego świata i kilkanaście piw butelkowych. Pierwszy raz piłem ciekawe i zaskakujące smakiem czeskie crafty, pierwszym było gose z kiwi, a drugim imperialny stout. Aneta nie miała ochoty na piwo, więc wybrała lemoniadę z cascary i wiśni.

Koncert Tycho

Koncert Tycho

Jadąc do Pragi zaplanowaliśmy sobie wypad na koncert Tycho. I niestety musimy stwierdzić, że ząb czasu odciska na nas swoje piętno, bo po całym dniu łażenia jedyne o czym marzyliśmy to koncert z miejscami siedzącymi. 😀 Kiedyś to człowiek mógł łazić cały dzień, iść na koncert a później jeszcze całą noc czekać na poranny transport. Miejsc siedzących niestety nie było, a nasze plecy prawie złamały się w pół. Ale sam koncert jak najbardziej na plus, zespół zagrał przekrój materiału z ostatnich trzech płyt, a wizualizacje dodatkowo wzbogaciły cały występ. Niestety na support nie zdążyliśmy, bo w tym czasie czekaliśmy w kolejce do wejścia.

Podsumowanie

Jeden dzień to trochę za mało, żeby w jakikolwiek sposób Pragę poznać, tym bardziej jeśli chce się poznać ją od tej prawdziwej strony, a nie tylko odhaczyć kolejne zabytki i miejsca. My ze swojego intensywnego dnia jesteśmy zadowoleni, z Pragi również i najpewniej kiedyś do niej wrócimy, tym bardziej że mamy stosunkowo blisko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *