Dziennik wędrowny

Kambodża – Podsumowanie

W Kambodży spędziliśmy zaledwie 11 dni. Byliśmy jedynie w Phnom Penh i Siem Reap. W Phnom Penh musieliśmy wyrobić wizę wietnamską, a w Siem Reap chcieliśmy zobaczyć słynny Angkor Wat.
Niestety Kambodża jest krajem, który wspominamy najgorzej. Już wjeżdżając do Kambodży odmówiono nam wbicia wiz do paszportów i zażądano łapówki, oczywiście jej nie daliśmy i kiedy zagroziliśmy, że rozłożymy namiot i będziemy koczować pod budką imigracyjną – wizę dostaliśmy.

JEDZENIE

Khmerska kuchnia bardzo pozytywnie nas zaskoczyła. Czuć było wpływy wietnamskie i tajskie, ale można było zjeść też typowo lokalne dania. Już od naszego pierwszego posiłku, który zjedliśmy na lokalnym targu w Phnom Penh – placków z czymś w rodzaju sosu czosnkowego – wiedzieliśmy, że khmerska kuchnia stanie się naszą ulubioną w podróży. Oprócz placków zajadaliśmy się też noodlami z sajgonką i bánh xèo, czyli naleśnikiem z dodatkami.
W Kambodży można napić się też lokalnej kawy. Nam jednak nie przypadła ona do gustu tak jak laotańska czy wietnamska. Oprócz tego, jak w większości azjatyckich krajów, praktycznie na każdym kroku można napić się soku z trzciny cukrowej.

CENY

W Kambodży obowiązują dwie waluty, amerykańskie dolary i kambodżańskie riele. Na każdym kroku spotkamy bankomaty, które wypłacają dolary. A płacąc dolarami często można dostać resztę w rielach i na odwrót. 1 dolar to równowartość 4000 rieli. Na początku trudno przyzwyczaić się do takiego „dwuwalutowego” systemu. Trzeba też bardzo dokładnie przeliczać pieniądze, bo to jednak Azja i mogą zdarzyć się przekręty.
Za jedzenie i napoje zapłacimy 0,5-1$. Kilogram mango kosztuje 1$ (dlatego nie ufajmy pani na targu, która mówi nam, że kosztuje 4$).
Wejście do Angkor Wat kosztuje 20$ (1 dzień), 40$ (3 dni) i 60$ (7 dni). My zdecydowaliśmy się na opcję jednodniową i w sumie uważamy, że to wystarczy. Kompleks Angkor zwiedzaliśmy na rowerach, za które zapłaciliśmy 1$ – wynajęliśmy je na 24 godziny już poprzedniego dnia, tak by z samego rana zdążyć na wschód słońca. W centrum Siem Reap jest mnóstwo wypożyczalni rowerowych, warto zainteresować się tym wcześniej, pochodzić, popytać o ceny, potargować się i obejrzeć stan rowerów.

LUDZIE

My kontaktu z khmerami nie wspominamy dobrze. W Kambodży najbardziej odczuliśmy to, że jesteśmy traktowani jak chodzące dolary, a nie jak ludzie. Zawsze dostawaliśmy ceny absurdalnie wysokie, których często nie dało się stargować do normalnego poziomu. Kilka razy na targu zażądano od nas 4$ za kilogram mango (cena wyższa niż w Polsce). Przez to oraz inne wydarzenia, o których przeczytacie poniżej nie czuliśmy się w Kambodży komfortowo.

AUTOSTOP I NAMIOT

W Kambodży na stopa zabierały nas najczęściej busy – ZA DARMO! Natomiast ludzie w prywatnych samochodach zawsze oczekiwali zapłaty za przejazd, nieraz absurdalnie wysokiej (np. 80$ za mniej niż 200km). Zdarzało się, że ktoś zabierał nas, a w trakcie jazdy albo PO DOJECHANIU NA MIEJSCE oczekiwał od nas zapłaty. Oczywiście nigdy nie zapłaciliśmy, ale takie sytuacje pozostawiały niesmak.

W namiocie spaliśmy raz, przy buddyjskiej świątyni, w której zostaliśmy przyjęci niezwykle ciepło, z uśmiechem, do tego nakarmiono nas i zaproszono na wspólne oglądanie telewizji wieczorem. Była to świątynia na obrzeżach Phnom Penh, gdzie dotarliśmy po zmroku i drogę do niej wskazali nam lokalni ludzie.
W Phnom Penh i Siem Reap spaliśmy na Couchsurfingu. W Phnom Penh warunki nie były niczym specjalnym, ale mieliśmy towarzystwo naszych polskich znajomych, których poznaliśmy w Bangkoku. Zresztą, nigdy nie wymagaliśmy nie wiadomo jakich warunków do spania na Couchsurfingu – zwykle kawałek podłogi i łazienka wystarczało. W Siem Reap spaliśmy u chińczyka pracującego w Kambodży, w domu mieliśmy wspaniałe warunki, a do tego mango na śniadanie prosto z drzewa, które rosło przed domem. Niestety jednak naszego hosta nie wspominamy zbyt dobrze – bardzo źle traktował swojego psa, który cały czas spał na dworze, była to suczka, która niedawno urodziła szczeniaki, miała pełno kleszczy, a nasz host nie zostawiał jej nawet wody, gdy wychodził na cały dzień do pracy.

Bezpieczeństwo

My przez ten krótki okres pobytu w Kambodży nie czuliśmy się jakoś mega bezpiecznie. Zwłaszcza, że w pierwszy dzień naszego pobytu, próbowano ukraść nam telefon. Kiedy sprawdzaliśmy coś na telefonie, podjechał skuter, a pasażer wyrwał Anecie z ręki telefon, po czym odjechał. Na szczęście nie złapał dobrze telefonu i ten mu wypadł. Dodatkowo w przypadkach kradzieży w Kambodży jako obcokrajowcy musimy uiścić opłatę za wniesienie skargi na policji, która wynosi od 20$ do 100$ i oczywiście nie dostajemy gwarancji, że sprawa zakończy się pomyślnie. Dlatego dobra rada dla wszystkich, którzy wybierają się do Kambodży – uważajcie na siebie i bądźcie czujni.

PODSUMOWANIE

Kambodża nie jest naszym ulubionym krajem, nie zachwyciła nas, ale warto było zobaczyć kompleks Angkor Wat, zjeść naprawdę dobre jedzenie i spróbować kilku rodzajów owoców, o których nawet nie mieliśmy pojęcia (chociaż znalezienie ich w normalnej cenie graniczyło z cudem). Często traciliśmy nerwy, szczególnie podczas łapania stopa, dlatego nie marzymy o szybkim powrocie do Kambodży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *